piątek, 29 grudnia 2017

K10 w Madrycie: Magia marzeń na Santiago Bernabeu

 Nieuchronnie zbliżająca się przebudowa Santiago Bernabeu to jeden z głównych powodów mojej listopadowej wycieczki do Madrytu. Stadion Realu, z którym mamy teraz do czynienia przybierze wkrótce nową formę i nie mógłbym sobie darować, gdyby nie udało się zobaczyć jego obecnej wersji.




Wiosną 2002 roku niespełna 9-letni chłopak wspólnie z tatą napisał list do kilkunastu klubów Europy, z prośbą o przesłanie klubowych gadżetów. Z hiszpańskiej czwórki na koniec sezonu 2001/2002 kilka miesięcy po wysłaniu listu przyszła odpowiedź od tylko jednego klubu.

Po 15 latach od tego momentu siedziałem na trybunach Santiago Barnebeu. Piłkarze Realu Madryt wychodzili właśnie na mecz z Malagą, kibice śpiewali "Hala Madrid y nada mas", a ja cieszyłem się chwilą, na którą przyszło mi trochę poczekać. Nawet nic nie nagrywałem i nie robiłem zdjęć - telefon przejęła Gosia. Czerpiąc inspirację ze słów "w życiu piękne są tylko chwile" starałem wycisnąć z nich maksimum.


***

Dostać się na stadion Realu w Madrycie nie jest specjalnie trudno. Prowadzi tam linia metra numer 10 biegnąca od centrum przez główne centa przesiadkowe w mieście. Jadąc od lotniska należy przesiąść się na stacji "Nuevos Ministerios" i jadąc "10" w kierunku szpitala wysiąść na następnym przystanku. Santiago Bernabeu.

Mury stadionu znajdują się po lewej stronie od wyjścia ze stacji metra. Wyłaniają się majestatycznie spośród drzew, których przy madryckich ulicach jest pełno, odsłaniając konstrukcję i logo klubu na frontowej części stadionu. Stadion jest nadzwyczaj blisko ulicy. W Polsce na ogół otaczają go szerokie pasy parkingów, zamkniętych stref bądź kostki brukowej. Tutaj z kolei samochody podjeżdżają niemal pod samo wejście, w odległości 10-15 metrów.

Kilka godzin przed meczem ulice w bezpośrednim otoczeniu obiektu są jednak zamknięte. Pochłania je za to morze ludzi. I handlarzy. Szaliki i koszulki Realu w sąsiedztwie stadionu można kupić już od 10 euro. Oryginalne? Przede wszystkim ogólnodostępne.

Santiago Bernabeu jako stadion jest wąski i stromy. Bezpośrednio po wejściu do środka dzieli nas zaledwie kilka metrów do trybuny. W Polsce czymś normalnym jest przestronne wnętrze, gdzie piętrzą się kolejki po fast-foodowe żarcie. Tam te kolejki również występują, jednak same korytarze, jak na nasze standardy są węższe, przez co po kilku krokach od minięcia bram stadionu można podziwiać murawę.

Sam stadion nie jest zbyt nowoczesny, a plastikowe krzesełka wyrastają prosto z betonu. Jedynie przejścia do bram pomalowane są na pomarańczowo ze względów bezpieczeństwa. To jednak nic. Gdy widzi się obiekt o pojemności przeszło 80 tysięcy, to już sama konstrukcja musi robić wrażenie. Tak jest właśnie w tym miejscu. Wysokie strome trybuny i historia jaka pisała się z ich udziałem wystarczy w zupełności.

Opisując ten obiekt nie zrobię podsumowania jak z innych stadionów, na których byłem. Nie będzie też opisu historii. To nie czas i nie miejsce. Zapewne nie zachowałbym w tym miejscu obiektywizmu, bo Bernabeu jest częścią mojego kibicowania. To obiekt gdzieś ze strefy piłkarskich pragnień i marzeń spełnionych właśnie w tamten dzień. Nie licząc moich pierwszych stadionów w życiu, już dawno żaden obiekt nie wywołał u mnie takich odczuć. Emocje - bo do nich stworzony jest futbol. Y nada mas. 

Na koniec jeszcze ciekawostka... To co uderzało w ten listopadowe mecz, to...włączone grzejniki. Na Santiago Bernabeu, w jego samej koronie znajdują się zamontowane elektryczne piece, które buchają ciepłem na siedzących poniżej kibiców. Nigdy wcześniej nie spotkałem się z takim rozwiązaniem, ale znając przywiązanie Hiszpanów do ciepła można to zrozumieć. A ich koszty? Cóż, na luksus można sobie pozwolić.

Zapraszam do polubienia Fanpage na Facebooku TUTAJ

Galeria z Estadio Santiago Bernabeu: Real Madryt - Malaga 25.11.2017

 


 




 
 


 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz